Próbując przełamać czytelniczy zastój, ewidentnie spowodowany falą upałów, postanowiłam wyjść ze swojej czytelniczej strefy komfortu i wybrać inny gatunek. Padło na powieść obyczajową z elementami romansu. To był dobry wybór i miłe zaskoczenie.
Powietrze, którym oddycha, to jednotomówka skupiająca się na dwójce młodych ludzi, próbujących ułożyć sobie życie po stracie najbliższych. Autorka w zgrabny sposób przemyca rysy psychologiczne bohaterów, skupia się na ich emocjach i odczuwaniu. Nie ma tu przesadnego dramatyzmu i melancholii. Wątek miłosny nie przynudza, nie sprawia, że wywracamy oczami i czujemy ciar żenady. Autorce udało się znaleźć idealny balans między miłosnymi uniesieniami, a dramatem z jakim przyszło zmierzyć się bohaterom.
Tło powieści stanowi mała, amerykańska mieścinka. Miejsce, w którym każdy wie wszystko o sąsiadach, a plotki to jedna z głównych rozrywek znudzonych pań domu. Autorka w świetny sposób prezentuje, jak takie miasteczka funkcjonują, jak toksyczni i zaściankowi potrafią być mieszkańcy i w jak szybki sposób potrafią ocenić drugiego.
Świetna, letnia lektura!
Blog o książkach, recenzje

Moja jak do tej pory ulubiona książka autorki. Lubiłam poczucie chumoru jakie mi zaserwowała i fakt, że nie przygniotła bohaterów wszystkimi nieszczęściami tego świata.
OdpowiedzUsuńTak, plusem tej powieści jest brak przesadnego dramatyzmu. Aż muszę się wziąć za inne powieści tej autorki.
Usuń